Podobno każdy facet pisał wiersze jako dzieciak. Pomnik dla chłopca którym byłem.
RSS
wtorek, 14 kwietnia 2009
Wyszedłem za cieniem.
Pierś jej unosiła się niespokojnie, figlarnie odkryto-zakryta przez koc. Widać sen nie dawał jej spokoju. Biło od niej zachęcające ciepło, objąłem ją ramieniem. Przewróciła się na drugi bok. Interesująca kobieta. Wstałem i obszedłem łóżko. Krok mój był przystankowy. Rozejrzałem się po jezdni pokoju w poszukiwaniu wehikułu czasu. Nic. Krzyczała, że już uciekł. Przez sen i poduszkę słuchać niewyraźnie. O włos, o rok? Kiedy odjechał? Żadnego rozkładu. Może w szufladzie? Tak, tam ma telefon, znajdę pod numerem przyjaciółki. Cześć to ja wróżka, w tej chwili nie mogę rozmawiać, znaczy mogę - ale ja się rozłączam. Źle gada. Chyba nie wybrałem numeru. Gdzie by tu jeszcze zajrzeć? Dobra, zerknę na te pochowane karteczki. Niestety, tylko ona i ja. Pisze, że jeszcze przyjedzie. Kobieto musze mieć pewność! Zrezygnowany przysiadłem na boku łóżka, jeszcze raz się na nią spoglądając. Piękna - przygryzłem wargę, uchylając drzwi. Mój cień padał na zewnątrz.

10:51, tomasz.kulturalnie
Link Dodaj komentarz »
Proszę pana, bardzo chętnie przeczytam.
Uff, zdążył! W przeciwnym razie stałby piętnaście minut na przystanku, a robiło się już chłodno. Drzwi złożyły ręce, zaciskając tumult ludzi, zbliżając ich do siebie bardziej niżby tego chcieli. Oparł się na zaciśniętej dłoni autobusu i wtulił w jej palce środkiem ciężkości. Opierał się, ale nieuchronnie, na każdym zakręcie, popychała go w stronę prowokująco ubranej blondynki. Jej obszerny dekolt wprawiał go w zakłopotanie. Przystanek. Nie wypadało się gapić na jej piersi, tak więc obejrzał się parę razy dookoła, zawstydził i spuścił oczy.

10:50, tomasz.kulturalnie
Link Dodaj komentarz »
Jebana jesień i chuj w dupę tym wszystkim którzy spadają obok mnie.
Krążyła dość długo. Przechodziła z rąk do rąk. Obrosła nawet w pewnego rodzaju legendę, nie do końca pozytywną, ale każdy o niej wiedział. Całkiem już wyświechtana i obdarta trafiła w jej ręce. Prześwitywała tłustymi plamami, na końcach doszczętnie pognieciona, naznaczona wielokrotnymi ukośnymi kreskami, które niby wspomnienia różnych kieszeni, szuflad, zeszytów czy może nawet pamiętników nakładały się na siebie czyniąc treść niewyraźną, rozmazaną. Mimo to wciąż dało się przy niewielkim wysiłku odczytać koślawe słowa poezji.

10:49, tomasz.kulturalnie
Link Dodaj komentarz »
W zakamarkach podłogi nie dam się szufelce!
Uciekam, uciekam od siebie. Ścieżka wiedzie wzdłuż, mały mur tabaki oddzielający mnie od ogólnego zgiełku i jednocześnie pozwalający się z nim zjednoczyć. Wciągam, mroczy mnie orzeźwienie. Popijam duszkiem. Dziewiąte piwo. Głośniki podskakują unosząc moje dłonie wraz ze stołem, podłogą, ścianami. A może to moje paznokcie, moje napięte dłonie oszalały, wbiłem się w stół, który przylega do ścian, podłogi! Przecież mi drżą ręce. Może to głośnik skacze na moich kolanach, bezsilnych a spiętych jak nigdy.

10:48, tomasz.kulturalnie
Link Dodaj komentarz »
Nie mogłem pozwolić żeby skończył się zeszyt.
Teraz podglądam. Słyszę jak woda gasi podłogę, melodia kropli wyraża ruch jej ciała. Cichutko. Przytykam dłoń do zamka. Czuję wilgoć, to powietrze chociaż przez chwilę mogło ją objąć – proszę wilgoci, zwierz mi się z niej – wsłuchuję się. Na rozpostartej dłoni krystalizuję się nieśmiała kropelka, niosąca dreszcz. Ciągnie ku ziemi chwytając się linii papilarnych, pozwalam jej odjeść, powoli.

10:46, tomasz.kulturalnie
Link Dodaj komentarz »
Wrrrr… tyr, tyr, jadę dalej.

Pokój wyglądał niby normalnie, nic się w nim nie zmieniło, ktoś uprasował ściany, upewnił je w pionie,  tylko tyle. Pomimo to w stojącej na środku pralce dalej, tym samym, powtarzalnym ruchem, rozbrzmiewającym nudnym dźwiękiem, wirowało pranie. Spodziewałem się dokładnie tego co się wydarzyło, nie zostałem zaskoczony. Pomimo to pokój był inny. Coś wisiało w powietrzu. Gwałtownie uderzało do głowy nie zmieniając nic na zewnątrz, burząc wszystko w środku. Niepokój był w pralce. Mieliła go bez wzruszenia, z świadomością ,że nie ma ku niemu realnych powodów. Natrętne ściany stały   na baczność. Każdy piksel meldował swoją obecność, zdawał sprawozdanie z trafności swojego odcieniu. To  było nie do zniesienia! Podszedłem do pralki i chciałem  wyłączyć. Powstrzymała mnie świadomość nieodwracalności obrotów, ruchu. Skopałem ją. Podskoczyło pranie. Wrrrr… tyr, tyr, jadę dalej.

10:45, tomasz.kulturalnie
Link Dodaj komentarz »
o co chodzi w Bogu?
Niebo nad Warszawą ogarnęła tajemnica. Zapadł dzień. Ludzie powychodzili na dachy swych domów by wpatrywać się w gwiazdy. Płakali, błyskała rosa ściekając z tego obrzydliwego niewidocznego teraz sufitu, ale wraz z nią przedostawało się odrobinę blasku, tego blasku który pokazuję, że jest na świecie coś, coś co objawia się drżącym sercem, dreszczami na wskroś ciała i milczeniem. Wzruszenie które pozwala nam dotknąć najwyższej istoty, nieokreślonego sensu. Dla takich chwil!

10:43, tomasz.kulturalnie
Link Dodaj komentarz »
Jeśli rzucisz mnie na dziki trawnik, czy będę piął się przemocą?
Z wrażliwości należy uczynić sztandar, niech płonie o życie! Jeśli trzeba umrze. Kiedy zadajesz mi pytanie czy warto, odpowiem zdecydowanie, że tak. Jeśli rzucisz mnie na dziki trawnik, czy będę piął się przemocą? Gąszcz mnie nie wyróżni, zrzuci w cień nie dając rozkoszy mroku ani wytchnienia słońca. Więc tylko gadaniem jestem.

10:31, tomasz.kulturalnie
Link Dodaj komentarz »
Gotowy jestem nazwać nasz największy strach.
Kochał obserwować gwiazdy, odległe. Myślał, że potrafi się do nich dostać. Starał się zmierzać w ich kierunku. Wydawało mu się, że pokonuje całe kilometry, nie! On je pokonywał naprawdę. Był już blisko, gdy nagle puknęła go w czoło krzycząc. Czemu sterczysz tu jak idiota i gapisz się w górę? Dwoję oczu poruszyło się, zakłócając kosmiczny ład. Chwilę dochodził do siebie. Rozejrzał się po pokoju. Coś wciskała mu do ręki. Prezerwatywa. No dalej, o szesnastej zaczyna się na wspólnej, a potem śpieszę się do koleżanki (…)

10:21, tomasz.kulturalnie
Link Dodaj komentarz »
Więcej odwagi, nienaturalności to by nam pomogło tu żyć. Mieszkam.
Na księżycu wpół do ciebie, pieróg nadgryziony do połowy! Ja przy stole starego miasta. Posłano świece gwiazd, a gdzie ty? Zagrano melodie po ciemnych klawiszach domów. Ulica rozbłysła pomarańczową zielenią, zapalając bukiet drzew. Ciemność uniosła się wyżej, noc poparzona cofnęła swoje dłonie. Ocknąłem się samotny. Puste miejsce na ławce stygło. Zerknąłem na wznoszący się przede mną regał pełen niedomkniętych okien. Z którejś szuflady wystawał kontur twojej twarzy. Wszędzie gdzie spojrzę zachodzisz, z trzaskiem odjeżdżającego autobusu zamykasz okiennicę, znikasz żółto czerwonym kwadratem Ikarusa, za rogiem, w tłumie. Mijamy się codziennie, wpatrujemy się w siebie bez wstydu. Krótka zaczepka, spiętrzenie spojrzeń. Dokładnie cię oglądam, zatrzymując się na smukłych kształtach i talii. Twoje nogi dają rozpęd i wzrok odbijając się od podłogi wędruję w najbliższą przeciwną stronę budując między nami przepaść. Zachodzisz w tłumie, wyzywająco zarzucając włosy. Nie spostrzeżeni!

10:16, tomasz.kulturalnie
Link Dodaj komentarz »